Lifestyle

Sezonowy sterydowiec – czyli masa za wszelką cenę!

Podaj dalej

Wraz z nadejściem pierwszych ciepłych dni kluby zapełniają się osobami, które w błyskawiczny sposób chcą osiągnąć przemianę sylwetki. O ile nie ma niczego złego w ćwiczeniu pod kątem „plaży” to prowadzenie aktywności fizycznej tylko kilka miesięcy w roku, bezpośrednio przed sezonem urlopowym jest co najmniej absurdalne. Typowe dla „sezonowców” jest omijanie szerokim łukiem ciężkich ćwiczeń, wielostawowych na rzecz izolacji oraz maszyn. Zjawisko jest pożądane przez właścicieli klubów, gdyż pękają one w szwach. Zjawisko „szału sezonu” dotyczy zarówno bardzo młodych mężczyzn (~ 20 lat), jak i osób po 40 roku życia. Z reguły panowie po 50 roku życia, jeśli już trenują siłowo to w sposób regularny, przemyślany, poukładany i ostrożny. Największe spustoszenia zdrowotne dotykają nastolatków i młodych mężczyzn. W tym wieku czują się oni nieśmiertelni. W tym kontekście nawet policyjne statystyki wypadków drogowych nie pozostawiają wątpliwości. Młodzi kierowcy przez nadmierną prędkość oraz brawurę sieją śmierć: „szczególną uwagę należy zwrócić na grupę tzw. młodych kierowców w wieku 18-24 lata charakteryzującą się najwyższym wskaźnikiem liczby wypadków na 10 tys. populacji. W 2016 r. byli oni sprawcami 5 823 wypadków (20% wypadków powstałych z winy kierujących). Zginęły w nich 542 osoby, a 7 790 zostało rannych. Przyczyną 39,5% wypadków, które spowodowali było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, a o ich ciężkości świadczy 53,1% zabitych w wypadkach przez nich spowodowanych. Jest to grupa osób, którą cechuje brak doświadczenia i umiejętności w kierowaniu pojazdami i jednocześnie duża skłonność do brawury i ryzyka” [1]

Źródło: Elżbieta SYMON – Wydział Opiniodawczo-Analityczny Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji

W artykule scharakteryzuję najczęstsze zachowania „plażowiczów”

Trening „plażowicza”

Bardzo często osoby chcące uzyskać sylwetkę, którą będą mogły imponować płci przeciwnej prawie (lub w ogóle) nie trenują dolnej części ciała oraz grzbietu.

To znaczy, taki trening przypomina rozkład dzielony:

Widziałem również bardziej egzotyczne treningi - w rodzaju 5-dniowego:

Brak treningu nóg z reguły argumentują rzekomą wysoką kontuzjogennością przysiadów. Z kolei ograniczanie treningu grzbietu, że "podciąganie na drążku jest za ciężkie”. Jeszcze inni twierdzą, iż „trenują nogi” grając w piłkę nożną, siatkówkę, biegając, czy też pływając! Też bym pomyślał, iż to naciągane, ale takie argumenty słyszałem wielokrotnie od mężczyzn w różnym wieku. Biorąc pod uwagę, iż wielu „sezonowych kulturystów” trening prowadzi w klapkach, czy butach przeznaczonych do biegania to może i lepiej, że nie starają się nawet wykonywać przysiadów. Bardzo charakterystyczne dla sezonowców jest wykonywanie kolosalnej objętości serii na mięśnie klatki piersiowej, barków oraz ramion. Niektórzy stosują wysoce specjalistyczny trening angażujący tylko bicepsa, tricepsa i klatkę piersiową. Inni „bardziej zaawansowani” dodatkowo trenują m. naramienne oraz w pewnym stopniu grzbiet. Najbardziej zabawny jest fakt, iż wielu z nich za punkt honoru stawia sobie wyciskanie sztangi leżąc, a dla hipertrofii o wiele korzystniejsze są ćwiczenia w rodzaju wyciskania sztangielkami głową w górę. Dlaczego brzuch jest trenowany tak często? Ma to pomóc w redukcji niechcianej tkanki tłuszczowej.

Technika „plażowicza”

Bardzo często pozostawia wiele do życzenia. Trening bicepsa przypomina zarzucanie ciężaru na klatkę piersiową, a tricepsa zmodyfikowane wyciskania leżąc lub siedząc (w zależności od wariantu ćwiczenia). Trening nóg jest rzadko spotykany, a grzbiet jest przeważnie ćwiczony przy wykorzystaniu maszyn. Klatka piersiowa - „sezonowy adept” potrafi wykonywać 20-30 serii rozpiętek oraz wariantów wyciskania leżąc! Niektórzy po takim treningu wykonują dodatkowo ... pompki! M.naramienne dominują warianty wznosów przy silnej pracy całym ciałem. Np. wznosy ramion bokiem wykonywane są przy silnie zgiętych łokciach oraz pracą całym ciałem. Zamiast m. naramiennych (głównie przedniego aktonu) w największej mierze pracuje tu środkowa i górna część grzbietu (np. m. czworoboczny). „Sezonowcy” kochają również ćwiczenia brzucha. Potrafią wykonywać dziesiątki brzuszków, unoszeń kolan w różnych wariantach, ćwiczeń na piłce oraz krótkich spięć leżąc z nadzieją, iż pod warstwą tłuszczu pokaże się choć zarys legendarnego „sześciopaka”.

Suplementacja „plażowicza” czyli odpalamy Allegro i szukamy "wystrzałowych" sprzedawców

1) Wiadomo, że białka potrzeba teraz więcej, ale jak więcej to musi być tanio. Szukamy wg ceny - wybór "serwatka", bo brzmi podobnie jak białko serwatkowe (WPC/WPI). Niestety niewielu sezonowców zdaje sobie sprawę, ze to produkt, którym można zwiększać wagę  trzody chlewnej, ale nie da się na tym zrobić formy plażowej. Serwatka w proszku to praktycznie sam cukier mleczny, gwarancja opony w okolicach tali.

2) Spalacz - musi srogo kopać! Tego potrzebuje sezonowiec, żeby myśleć, iż dokonał dobrego zakupu. Bzdura - nadmierne pobudzenie to efekt uboczny użycia w produkcie nadmiaru stymulantów i substancji zakazanych. Wręcz kuriozum, sezonowcy sięgają po "Hardcory z USA" - zakazane przez polskie służby, z racji zawartości substancji niebezpiecznych dla życia. Oczywiście sprzedawcy uskuteczniają szemrany marketing w necie, budują dobre opinie na kilkunastu lewych ( bez kontaktu/regulaminy/właściciela strony)  stronach internetowych. 

3) Coś mocniejszego - czyli prohormony i sarmy. Mało tego, najczęściej dla wzmocnienia cyklu sterydowego lub po cyklu. Na szczęście plażowicz po sezonie zmienia dziewczynę, ewentualnie zrobi przerwę od damskiego towarzystwa. Dlaczego? "Fajka" będzie mniej sprawna przez kolejne miesiące, trochę wstydu i na dodatek jeszcze zatruta wątroba....

„Masa za wszelką cenę”!

masa plaża

Część zadeklarowanych „pakerów starej szkoły” stosuje w życiu inne podejście: „im więcej kilogramów na wadze – tym lepiej”. W sezonie osiągają szczyt rozkwitu formy, często muszą kupić większe spodnie. Ale nie dlatego, iż powiększyli obwody uda czy łydki. Z reguły dzieje się tak, gdyż do władzy w ich ciele doszedł tłuszcz i opanował znaczące połacie brzucha oraz pośladków. Ofiara masy za wszelką cenę po prostu nie mieści się w poprzednie spodnie. Bardzo często „zmasowani” dążą do dodatkowych kilogramów jedząc fast foody oraz znacząco przedawkowując odżywki węglowodanowe (np. carbo) i węglowodanowo-białkowe (gainer, bulk). Z samej swojej natury powyższe wyroby wcale nie są groźne dla estetyki sylwetki. Staje się tak dopiero wtedy, gdy „paker” przeczyta błyskotliwe porady głoszące, iż należy bezpośrednio po wysokokalorycznym posiłku wypijać jeszcze porcję gainera, czy węglowodanów. W Internecie nadal można spotkać tego typu poradniki. Niejeden autor nieźle na tym zarobił sprzedając podobne „złote myśli” na aukcjach internetowych.

„Sterydy na plażę”

Wielu „bojowników o lepsze jutro sylwetkowe” sięga po sterydy anaboliczno-androgenne. Często mają dostęp tylko do oszukanych (np. we flakonie do iniekcji nie znajduje się zawiesina testosteronu, ale sam olej) lub znacząco zaniżonych stężeń preparatów. Część z nich stosuje więc łączenie środków dopingujących w ilościach, jakich nie powstydziłby się Dorian Yates (niejeden samego testosteronu stosuje 800mg – 1g tygodniowo!). Ze względu na słabą jakość wspomnianych wyrobów nie kończą tej przygody w szpitalu, gdyż efektywnie dostarczają 5-8 -krotnie mniejsze dawki, niż wynikające z opisów na opakowaniach (zaniżone stężenia). Najgorsze, że wielu „plażowiczów” nie wie, jakie są skutki uboczne stosowania SAA i często solidny zestaw anaboliczny uzupełniają kataboliczną wódką, piwem lub drinkami. To z jednej strony zmniejsza i tak kiepskie efekty, a z drugiej ma poważny wpływ na wątrobę (włóknienie), układ hormonalny (retencja wody, aromatyzacja), nerki (nadciśnienie), układ sercowo-naczyniowy (nadciśnienie, przebudowa serca, wzrost koncentryczny, pogrubienie ścian). Później czyta się badania (studia przypadku), mówiące o śmierci tego lub innego młodego człowieka. Pojawiają się zarzuty, iż to wszystko wina sterydów anaboliczno-androgennych. Bardzo wielu młodych mężczyzn nie słyszało o wpływie egzogennych SAA na produkcję endogennego testosteronu. Przygodę z dopingiem kończą gigantycznymi „spadkami”, gdyż nie przywracają właściwego funkcjonowania układu HPTA (w tym produkcji testosteronu w jądrach). Straty są tym większe im bardziej aromatyzujące preparaty stosowali „plażowicze” (a tak się najczęściej dzieje gdyż sięgają po metanabol, testosteron, anapolon). Znam przykład człowieka, który po wielomiesięcznym cyklu do „odblokowania” stosował zieloną herbatę.

Podsumowanie: czy ze zjawiskiem „treningu sezonowego” da się jakoś walczyć? To wątpliwe. Zawsze jest nadzieja, iż część z „bojowników o lepszy sezon urlopowy” zmieni się i będzie prowadziła trening cały rok stosując dietę i przemyślane treningi.

Referencje:

1.Elżbieta SYMON – Wydział Opiniodawczo-Analityczny Biura Ruchu Drogowego

Komendy Głównej Policji http://statystyka.policja.pl/download/20/236480/Wypadki2016.pdf

Maciej Sulikowski - Knife

Oceń: 5,00 / 6

Warto przeczytać

Komentarze (2)
mr drake

Dobry artykuł. Może pora zacząć pisać więcej w sposób sarkastyczno prześmiewczy? Miło się czyta. Nawet smiechlem kilka razy

Bull

ja także

Rashguard SFD - komfort podczas treningu

Kulturyści, których zabiła farmakologia?

Ciemna strona kulturystyki – czy może ona zniszczyć życie?