Ja mam radę dla wszystkich po zerwaniu ACL: nie panikujcie, będzie bolało, ale świat się nie zawali. A rehabilitacja? Wszystko wg Waszych możliwości. Nie przesadzajcie z rehabilitacją u płatnych prywatnych rehabilitantów. Sami widzicie, że gdzie nie popatrzyć to informacje rozpowszechniane przez nich, jakie to ważne jest, żeby korzystać z dobrego rehabilitanta. Ja korzystałem w zasadzie tylko ze szpitalnych porad i tam przez 4 tygodnie chodziłem. Reszta, to Wasz mózg! To Wy wiecie najlepiej, które ćwiczenie można już wykonać, a którego jeszcze nie. Ja samodzielnie po 10 miesiącach w zasadzie już mogę zapomnieć o operacji, po trzech od operacji wyjechałem rowerem na Gubałówkę, po czterech wyszedłem na Babią Górę, dziś wspinam się po drzewach, bo na wiosnę trzeba uporządkować teren. Do pracy łącznie nie chodziłem przez miesiąc po operacji. W drugim miesiącu już robiłem balkony w swoim domu. Jedyne co ważne, to mieć tyle odpowiedzialności w sobie, żeby nawet o 6 rano wstać i zrobić trochę ćwiczeń. Po pierwszym miesiącu ćwiczyłem po 6 godzin, po drugim po 4 godziny, po trzecim samych ćwiczeń było po 1,5 godziny, ale dochodziła już aktywność taka na bieżąco. No i uważać, przez te 10 miesięcy, bo ACL obumiera, musi się ukrwić, wszystko musi się zestalić. Uważam, że każdy kto mówi o potrzebie skorzystania z rehabilitantów to naciągacz lub taka osoba, która nie potrafi wymóc na sobie sporej dawki ćwiczeń. Ja spotkałem się po drodze z kilkoma rehabilitantami (uznawanymi za dobrych). Nikt z nich nie wspomniał o niczym takim, czego nie mógłbym wyczytać z internetu. Najwięcej radości daje samodzielny wyczyn w kierunku zdrowia. No więc zdrowia życzę wszystkim ACL-owcom!