sfd logo sfd sklep ikona SKLEP z odżywkami

SFD.pl Po 35 roku życia

Dodaj odpowiedź

DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

Wysłana -
Witam wszystkich. Od jakiegos czasu (dobre 2 miechy) sklanialem sie ku założeniu dziennika, nadeszła na to pora.
Parę słów o sobie i początkach.
Wybrałem dział 35+ nie z powodu wieku lecz tego że są tu właśnie podobne dzienniki.
Staż treningowy w tri liczę od momentu kiedy zacząłem uprawiać 3 dyscypliny a więc początek marca ubiegłego roku. Wcześniej kilka lat trenowania bodyliting (stąd konto na SFD), teraz zeszło to na x plan, robię sobie for fun 1, 2 treningi w tygodniu pomachania ciężarkami. Zacząłem uprawiać triathlon z powodu takiego że miałem świadomość, że startów w kulturystyce miał nie będę a trenowanie tylko po to żeby 2,3 razy w roku wyglądać dobrze na plaży to mało kusząca perspektywa a w TRI mogę brać udział w zawodach. Wracając do początków, pływanie zaczynałem w marcu nie umiejąc pływać totalnie, nawet 1dnego basenu. Nigdy nie pływałem do tego czasu. Jakieś 3 lata temu kupiłem sobie kolarkę i tak sobie jezdziłem dla zabawy 1, 2 x w tygodniu po parenascie km. Więc mogę powiedzieć że nie trenowałem jazdy rowerem wcześniej i zacząłem podobnie w marcu. Bieganie robiłem podobnie jak rower coś tam sobie truchtałem dla zabawy. Zaczynając TRI mój wynik na 10km to było 46 minut i to był mój totalny maks (zrobiłem test na treningu) ale miałem za sobą biegi po 20km więc coś tam biegowo potrafiłem. Tyle mojego doswiadczenia w sportach indywidualnych (przeszlosci sportowej to ja nie mam).

Pierwszy start w TRI miał miejsce rok temu w Kraśniku (sierpien). Szału nie było jak u większości debiutantów. Była to olimpijka, czasy jakie pamietam to 38 minut pływanie (300m ponad napływałem), rower ze srednia 34,5 (totalny maks, spalilem sie na tym etapie) i bieg 51 minut (walka o życie).
2 razy podchodziłem pod maraton w roku 2015 ale z obu wykluczyły mnie te same problemu zdrowotne. Miały byc czasy łamanie 4 godzin w pierwszym maratonie w drugim 3,30 (mocno ambitne to były cele ale realne). Było mineło.
Zrobiłem 1den półmaraton górski, był to start mocny trening bez żadnej spiny. Udało się zrobić 19 miejsce na ok 200 zawodników - sam byłem zaskoczony, jakbym polecial na maks bylo by i 7dme.
Po wrzesniowej probie maratonu postanowilem solidnie przygotwac sie na przyszly sezon i zrobic go tak jak pan Bóg przykazal. Bodaj od stycznia zacząłem realizować plan treningowy do pierwszego startu Triathlon Amazonek 1/2 IM. Plan był ułożony wyłącznie przeze mnie na okres najblizszyvh 16 tygodni. Plan zrobiłem mega szczegółowy dzień do dnia, godzina do godziny, tydzień do tygodnia (lubie miec wszystko obliczone).

W marcu zrobilem zawody polmaraton jako element przygotowan, czas 1,31 i dalo to miejsce ok 50 na 240 (kurde ale byla mocna stawka)
Kolejny start chyba miesiac pozniej 10km, podobnie jak wczesniej byl to sprawdzian. Nabiegalem 41 minut założeniem bylo 41-42 minuty i to sie udalo. miejsce ok 120 na 1700
Starty byly robione przed robieniem okresow jakosciowych to i szybkosci nie bylo. Teraz te wyniki wydaja mi sie przecietne.
Triathlon Amazonek (debiut na 1/2 IM) 01.05.16. Start wyszedl 5.03, mialo byc lamanie 5godzin ale biorac pod uwage ze 10 minut spedzilem w strefie zmian gdzie normalnie aktualnie zajela mi by ona maks 3-4 minuty do tego doszly problemy zoładkowe (debiut a jakze) to z czasu bylem mega zadowolony.
Kolejny start 1/4 BIałka 05.06.16 - czas 2,11 - tak dobrze jak brzmi wynik nie było, trasa niedomierzona ale cel zlamanie 2,20 osiagnalem biorac poprawke na dystanse. Dalo to miejsce 8me i 3cie w kategorii M19-30. Start traktowalem jako przetarcie przed nastepnym.
Ostatni start olimpijka w warszawie - napisze z niej jakas relacje. Miejsce ok 140/ ok 800. M18-5 wynik, czas 2,24
Tyle mojego dotychczasowego doswiadczenia startowego.
Kolejne starty: za 3 tygodnie polowka w Nieporecie-cel lamanie 4,45, sierpien olimpijka krasnik i tydzien pozniej malbork dystans pelny.

Ok. to bysmy mieli. Jak widac zadnej przeszlosci zawodniczej nie mam, jestem totalnym amatorem. Wszystko co do tej pory zrobilem (brzmi jakbym cos wygrał -)) zawdzieczam tylko i wylacznie ciezkiej pracy.
Ten sezon jest moim debiutanckim gdzie przepracowalem solidnie caly rok. Zalozeniem tego roku bylo i jest zdobywanie doswiadczenia i dobra zabawa. Cele czasowe tez byly. Procz Malborka zostaly osiagniete.
Mój cel jest nakreslony i dla mnie jasny. Wejscie na level czołowki kategorii wiekowej na dystansie połówki i kwalifikacja na MS w polowce i w pelnym. Nie ma znaczenia kiedy to osiagne, ale to osiagne to tylko kwestia czasu, zdrowia i pieniedzy.
Kilka cech mojej osobowosci: etyka pracy (level świr), poswiecenie, ogromna wiara we wlasne mozliwosci, nie nawidze przecietniactwa, marudzenia i co najwazniejsze szeroko pojętego lewactwa. Sam dla siebie jestem zawodnikiem, trenerem, mentorem, kucharzem i czym tam jeszcze a to wynika z faktu ze wrecz uwielbiam wszystko robic sam i wszystko kontrolowac.

Koncze ten za dlugi wstep. Jesli chodzi o sprawy prowadzenia dziennika to z racji ze trenuje te kilkanascie razy w tygodniu wpisy beda pojawaiac sie nie po kazdym treningu i nie codziennie. Nie bede chcial niczego nadrabiac jesli bede pomijal wpisy treningowe. Jesli nie bedzie czasu, nie bedzie wpisow. Po kazdym tygodniu podsumowanie, po miesiacu rowniez. Niektore treningi bede sygnowal screnami, co by to ladnie bylo a czesc nie. Chce aby dziennik przybieral forme otwarta, mozna komentowac wszystko i wszystkich, wydarzenia z kraju i ze swiata _). Jutro zrobie wrzutkę ostatniego półocza aby rozeznac wszystkich na jakich godzinach treningowych operuje.

Mam nadzieje ze dziennik bedzie ciekawy z ktorego bedzie mozna wyciagnac jakies przydatne informacje. Z tego powodu ze wszystko robie sam a i problemow zdrowotnych mialem co nie miara mam dosyc szeroka wiedze praktyczna, codzienno treningowa.
Witaj, przygotowaliśmy kilka tematów które mogę Ciebie zainteresować:

Masz problem z przybraniem na wadze lub zgubieniem zbędnych kilogramów?

sylwia i emil Indywidualne plany dietetyczne i treningowe Sprawdź więcej
Wysłana -
Podoba mi się że będąc sam trenerem i kucharzem jesteś na tak wysokim poziomie wytrenowania. Inna kwestia - my tutaj z reguły po kilkanaście lat życia degradowaliśmy własne organizmy. Ty zdaje się masz trochę mniej lat i czystą przeszłość, a to już bardzo sporo na bonus startowy :) np. ja nawet z WFu uciekałem palić fajki :) będę zaglądał i kibicował ;)
Wysłana -
No czas byl ! ;)

Napisz jeszcze gdzie mieszkasz, ma to niebagatelne znaczenie jesli idzie o wybor imprez w Polsce ;)


Zmieniony przez - xzaar77 w dniu 2016-06-18 08:20:57
Wysłana -
Mieszkam w woj. lubelskim, 20 km od lublina jadac w strone Warszawy. W pewnym sensie mam czysty start, nigdy nie piłem (z wyjątkami - okazje), w życiu spaliłem ze 3 fajki w gimnazjum, nie ćpałem, nie kibolowałem, nie balangowałem itd. Nie ma haków w życiorysie -)))

Ogólnie o moich treningach. Sumy tygodniowe godzin wahają się od ok 9 h (tygodnie regeneracyjne, przed startowe) do max dotychczasowego 21 h. Średnio wychodzi gdzieś ok. 16-18 godzin. Kilometraż normalnego miesiące na teraz to ok 1000-1200 rowerem, bieganie 230-260 i pływanie jak wyjdzie. Założenia ogólne to 3 tygodnie mocno/tydzień regeneracji. Poniżej wrzutka z czasów treningu z ostatniego roku. Są to czasy netto bez siłowni, rozciągań, rolowań i wszystkiego innego, czysty trening.



Wysłana -
No to zaczynamy dodawac wpisy z treningami. Na razie bede szukal swojego stylu wpisow wiec bedą różne. Wczoraj był basen regeneracyjny a wieczorem bieg. Biegł miał byc lekki i był, tempo zrobiłem całkiem szybkie jak na mnie. Nogi ciągle zmęczone po zawodach było to czuć.








Wysłana -
Mimo, że TRI to nie moja bajka to będę śledził z ciekawością Jak Ron zauważył poziom wytrenowania bardzo dobry.
Powodzenia
Wysłana -
Ciekawy jestem tego dziennika, bo wyniki masz naprawdę świetne :)
A odnośnie tego biegu - piszesz, że bieg lekki, a HRśr 157, tu większość pisząc o lekki ma na myśli >150 - tak podejrzewam. I tu moje pytanie: robiłeś jakieś badania na strefy, czy ta wartość tak wyszła z aktualnego samopoczucia?

PS jak na lekki bieg to fajne tempo ;)
Wysłana -
kalikstat
Ciekawy jestem tego dziennika, bo wyniki masz naprawdę świetne :)
A odnośnie tego biegu - piszesz, że bieg lekki, a HRśr 157, tu większość pisząc o lekki ma na myśli >150 - tak podejrzewam. I tu moje pytanie: robiłeś jakieś badania na strefy, czy ta wartość tak wyszła z aktualnego samopoczucia?

PS jak na lekki bieg to fajne tempo ;)


Według jakiegoś trenera (nie pamiętam kogo) wyliczyłem że ok 157 uderzeń to moja idealna wartość do rozwijania wydolności (153-157). Ja nie trenuje pod tętno bo bym zgłupiał (kiedyś opisze jak to u mnie się ciekawie zmienia np. na trenażerze), jest tak wiele zmiennych że nie zawracam sobie tym głowy. Trenuje pod wyznaczone tempa i na samopoczucie. Tętno mierze tylko dlatego że mam taką funkcje w zegarku. Jestem w sezonie i biegam na wysokich (dla mnie) prędkościach, na wiosne takie lekkie biegi to było 5,20+. Mam za sobą 3 tygodnie lekkich treningów i 2 starty więc nogi mnie noszą, nie jestem zajechany, ale zmęczenie ostatnimi zawodami jest. Podsumowując to, to tempo było nawet na mnie mocne w normalnym tygodniu, przy pełnym obciążeniu takich wyników nie robie.
Wysłana -
Mnie rowniez lepiej buduje sie na wyzszym tetnie, ktore z definicji nie jest optymalne - lubie biegi na 158-162 i progami nie przejmuje sie zwyczajnie wcale.

PS. Zauwazyliscie, ze wliczajac biegaczy jest nas wytrzymalosciowcow w dziale i na forum tylu, ze pewnie utworzylibysmy niezly, i do tego aktywny dzial ? ;) Dzial, w ktorym cele, diety i metody nie zmienialyby sie co kilka tygodni jak u majtkowcow ;) Utopia ? ;)
Wysłana -
Pierwsza relacja startowa w moim dzienniku więc musi być harcorowa.

Relacja 5150 WARSAW TRIATHLON 12.06.16

Gdy na akademii triathlonu zobaczyłem po raz pierwszy wpis z newsem o tym że, w stolicy będą rozgrywane zawodowy pod patronatem IM, od razu wiedziałem, że będę w nich brał udział. Olimpijka to nigdy nie będzie moja mocna strona, z powodu nędznego pływania dlatego przed sezonem nie napinałem się na ten start. Start w zamyśle miał mi dać zapoznanie z większą imprezą TRI, z tym jak działają strefy workowe i takie tam inne duperele. Dodatkowo uznałem że fajnie będzie zrobić jedne większe zawody, aby można było zobaczyć na czym stoję, jak wypadam na tle innych zawodników z mojej kategorii M18 i przyszłej M25 oraz jak wygląda impreza z pod znaku IM. Zawody w Gdyni odpuściłem, uznałem że nie ma sensu tłuc się przez całą PL żeby zrobić jakiś xxxx wynik i słabe miejsce, odłożyłem to na następny rok, gdzie będę chciał ugrać bardzo solidny wynik. Odpuściłem IM w Gdyni a tu taki kwiatek w Warszawie.
Zapisy ruszyły, oczywiście wisiałem na komputerze czekając na start i oczywiście serwery poszły, wznowienie za 20 minut. Mi jako nie licznemu, udało się zapisać bez problemów za mniejszą kwotę startową. Chyba było to 75 euro, nie pamiętam już. Wklepałem termin w kalendarz i pięknie mi się wszystko komponowało. 1/4 w Białce tydzień wcześniej, jak znalazł na przetarcie i 5150 w następny weekend. Luksus!!!

Trasy
Trasy i strefy jak na poniższych rysunkach. Z ciekawszych rzeczy jakie mi się rzucały w oczy to trasa kolarska, a mianowicie jak będzie w plecy to na całej trasie, jak w twarz to też na całej. Może być mega szybko albo mega wolno.
O trasie biegowej pomyślałem, że będzie wolna bo mnóstwo nawrotek i skrętów, a ja jestem zawodnikiem wolno się rozpędzającym, niczym żółw

Przed startem.
Tydzień przed startowy wyglądał jak każdy inny tydzień przed poprzednimi zawodami (wypracowałem schemat), po 1/2 w Jacni i problemach żołądkowych na Białke przetestowałem inne żywienie, coś w style 3 dni białka, tłuszcze potem węgle. Nie było problemów z żołądkiem więc postanowiłem to powtórzyć. I tak czwartek, piątek, sobota jedzenie prawie bez tłuszczu, leciało 2kg frytek pieczonych, 1kg pizzy, omlet z płatków owsianych (150g) i 4rech jajek (jak co dzień), pieczywo, gotowane jajka (świetnie je toleruje). Nakarmiony byłem dobrze.
Na sobotę miałem zaplanowaną poranną zakładkę, jak przed każdym startem. 40 minut trenażer, 20 minut biegu. Nie mogę mieć ani piątku ani soboty bez treningu bo łapią mnie skurcze na zawodach i ogólnie mięśniowo słabo się czuje wtedy (testowane). Co ważne w tygodniu przed startem nie jeżdżę rowerem po drodze, tylko trenażer. Ma to uzasadnienie, jak ktoś będzie chciał wiedzieć dlaczego to rozwinę. Wstałem o 7dmej rano, spakowałem torbę zrobiłem zakładkę.
Po tym rozruchu wróciłem, rolowanie łydek i szybkie rozmontowywanie roweru i pakowanie gratów. Oczywiście cały tydzień miałem to zrobić wcześniej i wyszło jak zawsze. Samochód mam malutki (C2), to i rower musze solidnie rozkręcić i zabezpieczyć przed porysowaniem. Wszystko spakowałem, zjdałem rzeczony kg pizzy, zrobiłem jedzenie na resztę dnia i dzień następny i wyruszyłem w trase do Wawy.
Wyjechałem ok. południa. Na placu teatralnym, gdzie czekał na mnie suport w postaci kolegi, byłem ok. 15.00. Odebrałem pakiet. Samochód zaparkowany był praktycznie przy placu, więc nie musiałem nigdzie łazić. Z kolegą skręciliśmy rower i udaliśmy się do miejsca gdzie podjeżdżały autobusy i zabierały zawodników i kibiców do T1. Przed skręceniem rowerów, w strefie T2, zostawiłem worek z butami biegowymi, daszkiem i skarpetkami.
Autobus widmo (nikt nie wiedział kiedy podjedzie i jak kursuje) podjechał, załadowaliśmy się z rowerem i resztą gratów potrzebnych do strefy w tym: kask, buty, okulary, pakiet startowy itd. Czekaliśmy na niego dobre 30 minut. Dojechaliśmy do T2 po ponad godzinie jazdy.
W strefie ruch, ludziska wstawiają rowerki. Odbieram czujnik czasu na kostkę, sprawdzają czy rower jest sprawny, zakładam kask na bańkę, robią mi zdjęcie (można je kupić za 9zl= przystępna cena -) ) i wprowadzam rowerek. Zawieszam go na stojaku, buty montuje w pedałach, do tego gumki recepturki itd. (nauczyłem się tego na poprzednie zawody – musi być PRO). Numerek miałem 101, miejsce zawieszenia niedaleko PROsów, pierwszy rząd, nie pomylę pomyślałem.
Poszedłem z kumplem zobaczyć zalew, bydle wielkie, myślałem że będzie mniejszy, po czym udaliśmy się na przystanek. Poczekaliśmy na autobus do Wawy, przyjechaliśmy do kumpla do domu. Posiedziałem, pogadałem, zjadłem itd. Poszedłem spać ok. 23.

Dzień startu
Wstałem o 5,00, autobusy na start odjeżdżały o 6,30-7,00, chciałem się zabrać. Wyszliśmy z domu była po 6,00. Kolega mówi że nie wie czy zdążymy, więc kalkulacja jedziemy samochodem Podwiózł mnie na start a sam wrócił.
W strefie było kilkanaście osób, które podobnie jak ja przyjechało na własną ręke. Zabrałem pompkę z serwisu, nabiłem koła na 9,5 bara, zatankowałem bidony. Jak wychodziłem ze strefy pojawiła się horda zawodników która jechała autobusami. Podbno było ciężko się zabrać, ścisk, na stojąco itd., jechali nawet prosi. Szkoda że sam się nie zabrałem.
O 8,30 trzeba było oddać depozyt. Byłem sam, więc wszystko musze tam władować. Start mojej fali o 9,10. Trochę słabo bo trzeba oddać buty, jak tu pobiegać na rozgrzewce? Piankę musiałem ubrać przed złożeniem depozytu. Pobiegałem na samym początku rozgrzewki, nic szczególnego kilkanaście sprintów na tempach startowych. Trochę rozciągania. Miałem ze sobą specyfik przeciw obtarciom trislide, popsikałem się na kostkach, stopach, nadgarstkach, szyi. Testowałem go w Białce, super sprawa, piankę można zdjąć jak PROsiak. Pogadałem z 2ma zawodnikami z mojej kategorii. Jeden startował po raz pierwszy inny po raz drugi. Ten drugi mówi że przyjechał tu po 2,10 – nieźle (pomyślałem), ja po 2,20. Kolega chyba wygrał M18 z czasem 2,13. Trzeba poznawać konkurencje -))
Około 9tej rozgrzewka w wodzie, przy starcie PROsów. Trochę popływałem, zmoczyłem się i udałem się do strefy startu. Ze mną startują M25 i kobiety, około 140 osób. Czekamy, czekamy, czekamy. Komunikat od organizatora, start przełożony o 20 minut, nie podali przyczyny. Przed 9,30 wszedłem jeszcze raz do wody, ten sam rytuał. Stoje w strefie powtórka. start 10. Powód – znaleziono, jakiś podejrzany ładunek. Ludziska się denerwowali, ja spokojnie jak zawsze, przyjechałem tu zrobić robotę nic mnie nie wzruszy. Organizatorzy chcieli nawet pościć wszystkich na raz do pływania. To mnie zmartwiło 800 osób a start ciasny. Na szczęście w ostateczności zdecydowali puszczać nie co 10 minut jak było w planach na początku tylko co 5. Humor mi się poprawił. Trochę się martwiłem tą obsuwą godzinną czy mi się jeść nie zachce na trasie, miałem tylko 50g rodzynek na rower i tyle. Na biegu pewnie coś będzie, pomyślałem.

Sekundy do startu. 0 stresu, na zawodach mam tylko jedną myśl – robisz swoje to co na treningu. A 3 tygodnie w maju przed zawodami to był okres treningów życia, robiłem ogromne ilości jakości przy sporej objętości, miałem nadzieje że to odda. Zaniedbałem pływanie ale tu w 3 tygodnie nic nie mogłem zrobić za to objeździłem się na rowerze i obiegałem na prędkościach życiowych. Niczego się nie obawiałem, jedyne co mnie martwi przed każdym startem to pływanie, żeby wyszło na tyle dobrze żeby była możliwość walki o założenia czasowe. Tu założeniem było łamanie 2,20 na całej trasie, chciałem popłynąć tempem jak w poprzednich startach przy dobrej nawigacji.

Pływanie
Ruszyliśmy. Puściłem sporo ludzi, czas liczył się netto nie było sensu się tłuc. Pierwsze 80 metrów to był bieg przez wodę. Potem ruszyłem ale jeszcze 50 m zahaczałem rękoma o dno. Os startu do boi nawrotowej na 700 metrach, była ciągła pralka, większa, mniejsza ale była. Co chwila obrywałem po twarzy. Na szczęście nie nalało mi się wody do okularków. Swojego tempa nie złapałem do końca trasy. Ciągle byłem wybijany przez innych, próbowałem trzymać się grupek ale było to trudne, musiałem gdzieś balansować pomiędzy ludźmi przez co nie płynąłem idealnie nawigacyjnie jak trzeba. Po 1szym km pomyślałem – kurde jakoś to lekko idzie, do tej pory byłem przyzwyczajony że padałem na pysk na pływaniu a tu płyne sobie normalnie. Uznałem że mam siły na przyśpieszenie (WOW), więc przyśpieszyłem albo tak mi się wydawało. Gdzieś po drodze poczułem lekki skurcz w łydce, nic nadzwyczajnego ot normalność. Pociągnąłem za sobą nogi i przeszło. Gdzieś na 800m mijały mnie już białe czepki. Z wody wyszedłem w grupce, wydawało mi się ze praktycznie same białe czepki widzę i jakieś niedobitki czerwonych. Patrzę na zegarek 30 minut z haczykiem, 1600 m. Miejsce około 339 (ja w pierwszej połówce stawki na pływaniu? całkiem spoko). Średnie tempo 1,54/100m tylko szkoda tych 100 m ponad dystans, bo tempo takie jak umiem, takie jak zakładałem. Może być pomyślałem, ściganie dla mnie dopiero się zaczyna.

Strefa T1
Wybiegając z wody zdjąłem już zegarek, zagryzłem go i ściągnąłem piankę z góry, założyłem zegarek i kosa do przodu. Tempo po wybiegnięciu miałem chyba ze 4,00, tak mi się lekko biegło, tylko oddech trzeba było pogłębić po wodzie bo był płytki. Wyprzedziłem parę osób do wieszaków. Pobrałem worek, szatnia, całkiem szybkie przebranie (ale trzeba popracować), piankę ściągnąłem naprawdę szybko (sprej działa), z kaskiem się guzdrałem. Założyłem wszystko, odrzuciłem worek do strefy zrzutu i ogień do roweru. Miejsce miałem dobre pierwszy rząd, wiedziałem dokładnie gdzie biec. Dobiegam do roweru, zabieram go i biegnę na bosaka do wyjścia ze strefy. Przekraczam belkę, klik zegarek. Strefa miała około 500 m, czas 3 minuty 9 sekund. Nieźle.

Rower
Wiedziałem że o 2,20 będzie ciężko bo pływanie wyszło spoko ale nie tak jak by trzeba było popłynąć. Założenie przed startem: średnia 37, czas 1,03. Ambitnie jak wszystkie moje założenia. Na treningach robiłem tempówki 20km po 36km/h więc byłem na to przygotowany, dodatkowo w Białce wyszła mi średnia 36,5 więc byłem optymistą, realistą. Ruszyłem, po 300 m miałem zapięte buty. Przy zapinaniu wyprzedził mnie chłop wyglądający na mocnego gościa. Jak zawsze po pływaniu, podaje na pedały ogromną moc bez wysiłku, wydawało mi się że jadę aż za lekko, ale spoglądam na zegarek a tam 42 km/h. Myślę no jest spoko. Trzymałem kolegę w zasięgu wzroku do 15 km, potem chyba przyśpieszył i mi odjechał. Na trasie pierwsze 20 km tylko wyprzedzam, nikt mnie nie wyprzedza. W punkcie bufetu złapałem 1 bidon z wodą, stwierdziłem że mi się przyda nowy w domu (hahah), wyrzuciłem swój stary i dałem ten. Gdzieś na ok. 25-30 km minęła mnie grupka chyba ze 20 chłopa, wszyscy na pełnym kole, rowery kozackie itd. Niezły peletonik się zrobił. Jeden koleszka z peletonu wyprzedził mnie i wjechał mi na koło o mało nie spychając mnie z drogi. Sędzia był 5 m ode mnie, macham ręką, ale był nie wzruszony.
Mogłem się zabrać z peletonem, nie jechali wiele szybciej ode mnie. Ale wynik zrobiony wbrew regulaminowi mnie nie interesuje, odpuściłem kawałeczek, odjechali. Gdy byli przede mną jechał obok nich sędzia trąbiąc, ale nic się nie zmieniło jechali dalej tak samo. Nie była to grupa ściśnięta jak w pro tourze ale był drafting masakryczny. Nie widziałem żeby sędzia dał kare. Nogi jakieś nie zmęczone, jechałem z wysoką kadencją. Tylko raz potrząsłem udem na trasie, żeby je rozluźnić.
Jadę dalej, już nie bardzo jest kogo wyprzedzać, wyprzedzają mnie starsze kategorie (pojedynczy zawodnicy), wszyscy na pełnych kołach (jakaś moda) z rowerami z górnej półki (też sobie taki kupie). Na 35 km zacząłem wyprzedzać jednego z zawodników, jechał odrobinę wolniej, nie chciałem się za nim toczyć. Rozpocząłem manewr, ale jakoś nie mogłem go wyprzedzić, kątem oka zobaczyłem sędziego, więc dałem mocno w pedały żeby kary nie dostać, wyprzedziłem go.

Międzyczasy piątek były poniżej 8 minut więc wiedziałem że jadę to co chce. Na 40 km popatrzyłem na zegarek, było 1,03 z sekundami. Plan zrealizowany, ale gdzie koniec odcinka? Nie znam miasta, trasy więc po 40 km rozpiąłem już buty i wysunąłem stopy licząc na to że zaraz będzie strefa. Była dopiero za 1,5-2 km w tym ok. 250 m po kocich łbach (wytrzęsło mnie solidnie, 9,5 bara w kołach, opony 23 mm, zgubiłem dętkę i multitoola). Widzę strefę, dojeżdżam, zeskakuje z roweru przed belką i biegnę.
Czas roweru 1,06 z sekundami. Średnia 37,4 – jea men, personal best. Pierwszy czas kategorii M18 na rowerze, open 123. Samopoczucie wyśmienite, zrobiłem to praktycznie bez wysiłku (adrenalina startowa robi swoje).

T2
Wbiegam do strefy, biegne w ciemno licząc na to że znajde swój punkt na wieszaku, wcześniej nie sprawdziłem gdzie mam swoje miejsce. Trafiłem nieźle tylko rwoer trzeba było po drugiej stronie zawiesićm, było mało rowerów więc przeszedłem pod stojakiem z rowerem i go zawiesiłem. Z rozpędu chciałem zostawić kask na rowerze, ale wolontariusz mi podpowiedział że mam go do worka odłożyć, więc pobiegłem po worek, założyłem skarpetki, buty mam ze specjalnymi sznurówkami, nie trzeba wiązać, założenie daszka już w biegu. Strefa 1,56, spoko, mogło być lepiej i to o 30 sekund (jest nad czym pracować).

Bieg
Kliknąłem zegarek już około 200 m po wybiegnięciu ze strefy, zapomniałem o tym. Km rozpoczęcia wyszedł 4,14, kolejny był łatawy 20m w pionie zbiegu tempo 4,00, następny 4,13. 3 pierwsze km biegłem za Włochem który skończył zawody chyba w pierwszej 60tce, gdy przyszedł czas na bieg pod górę odskoczyłem mu już na zawsze, nie wytrzymał.
Km 4 był pod górę której zbiegało się na km 2, czas 4,24. I tak się bujałem pomiędzy 4,24-4,10 do 8mego km. Biegło mi się fajnie, trzymałem technikę nad która pracowałem przez ostatnie pół roku, biodra z przodu, wypięta klatka, kolano wysoko, lądowanie na całą stopę. Robiłem swoje, to co wypracowałem na treningach, żadnego kryzysu, żadnej walki co nie znaczy że było łatwo. Było cholernie ciężko ale byłem jak w transie. Wszyscy mówili o cudownej trasie, kibicach itd., ja nie miałem czasu podziwiać i tego nie dostrzegałem. Maksymalna koncentracja.
8 km wbieg pod wspomnianą górkę, tempo 4,30 przystanąłem w bufecie, wziąłem kilka kubków wody, Izo, żel (nie do jedzenia, do domu, będę go testował - haha) nic już tu się nie mogło stać więc sobie na to pozwoliłem. Kubki na głowę, trochę się napiłem i dzięki tej zagrywce straciłem 30 sekund na 2 km -). Km 8,9 wyszły ok. 4,30. Później przyspieszyłem nawet do 3,30 (zapas mocy mnie aż zaskoczył) i wszystko by było pięknie gdyby… Pomyliłem trasę, wybiegłem na 3cie kółko (mówiłem że byłem skoncentrowany na 100% na biegu) po 150 m zorientowałem się że coś nie gra bo mety nie ma, zawróciłem i pobiegłem już dobrze. Strata na tej zabawie 1,07. Wbieg przez metę. Czas biegu 42,06 z tą minutą zadatku, co dało 141 czas biegu. 3ci najlepszy czas biegu kategorii. Odliczając tą nieszczęsną minutę bieg wyszedł w ok. 100 miejsca a gdybym się nie bawił w zabieranie z bufetu do testów wszystkiego co było to i w pierwszej 80 by się było.

Podsumowanie
Zawody z mojej strony jak i ze strony organizacji mega udane. Nie mam nic do zarzucenia organizatorom, jedynie można było trasę kolarską domierzyć bo były takie możliwości, to nie było wymuszone układem dróg. Trasa biegowa skrócona o 200m, mówię tak dla formalności. Nie udało mi się wykręcić 2,20, ale na swoje usprawiedliwienie mogę podać to że straciłem 3 minuty na trasie kolarskiej, bo była dłuższa, straciłem na biegu 1’’30’’’ przez błąd w nawigacji -) i zwiedzanie bufetu a i strefa zmian miała łącznie ok. 800 m. Jestem mega zadowolony ze startu, potwierdziłem swoje wytrenowanie, są możliwości na 2,18 albo i lepiej. Otrzymałem odpowiedź zwrotną że treningi zmierzają w dobrą stronę. Rower pojechałem super. Pobiegłem wybitnie dobrze jak na swoje możliwości, do niedawna to rower był moją najmocniejszą dyscypliną ale po treningach majowych już tak nie jest, potwierdziło się to na 2gich zawodach. Pływanie było spoko, tempo było ok., to jest mój aktualny poziom, szkoda tylko tych 100 m więcej napływanych (strata ok. 2 minuty), ale wynikało to raczej z tego że nie mogłem płynąć sam tak jak chce, musiałem się dostosowywać do innych zawodników i to bardziej oni mnie wyprowadzili na zły tor -). Miejsce jest całkiem fajne, przed zawodami mówiłem że super było by wejśc do pierwszej 150tki i tak było. Miejsce w kategorii 5, zaskoczyło mnie mocno pozytywnie. Strata do 4tego to było 9sekund (nieszczęsna nawigacja na bieganiu), do miejsca 2giego przegrałem pływaniem. Przed startem brałbym takie wyniki w ciemno, przecież to mój najsłabszy dystans. Oczywiście można powiedzieć że nie sztuką było być na 5tym miejscu jak kategoria liczyła 20 osób, ale w kategorii M25 byłbym 7dmy na 50.

Nie wiem jak wstawic zdjecia pomiedzy tekst. Moze ktos pomoc? Wstawie na razie poniżej relacji, jak będe wiedział jak to zrobić przeniose je pomiędzy tekst żeby relacja była ciekawsza.

















Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2016-06-18 18:59:33
Wysłana -
Zrzuty z gremlina. Pasek tetna gdzieś mi spadał dlatego takie przerwy.

















Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2016-06-18 19:02:43
Strona 1 z 119
Dodaj odpowiedź