SFD.pl - fitness, kulturystyka, trening, dieta i suplementacja sfd sklep ikona SKLEP z odżywkami

SFD.pl FitRage, CROSSFIT i Dieta PALEO

Dodaj odpowiedź

[ART] 4 rzeczy o Crossficie, których nie dowiesz się z reklam

Wysłana -
Trafiłem na fajny i śmieszny a jednocześnie nie za bardzo odbiegający od prawdy artykuł i postanowiłem się nim z Wami podzielić. Nie jest on mojego autorstwa, jest całkowicie skopiowany. Zachęcam do lektury i komentowania.

Smród, głód i goła dupa – czyli czego nie dowiesz się z reklam CrossFitu

Kojarzycie te marketingowe obrazki, na których krosfiterzy wyglądają jakby w ogóle się nie męczyli? Gdy zastygnięci w pół swinga, czy skoku na skrzynię sprawiają wrażenie, jakby to nie był wysiłek a dobra zabawa. Jak bez względu na wszystko trzymają styl i profesjonalizm?

Coś wam powiem w sekrecie.
To kłamstwo.

1. Słodki smak zwycięstwa i kwaśny smród pracy

CrossFit ma opinię hardkorowego treningu a w trakcie hardkorowych treningów człowiek się poci. Bardzo. Czasem wręcz jak świnia a latem to jeszcze bardziej. Dla panów nie jest to jakimś szczególnym problemem, ale dla pań, które cenią sobie swój wygląd i dbają o to, by w każdej chwili zachować styl i klasę, może być to pewnym wyzwaniem, ponieważ ciężko jest zachować klasę, gdy buzia nabiega krwią niczym dojrzały burak, makijaż rozmazał się dwa kwadranse temu a na dupie widnieje plama potu rozmiaru jeziora Bajkał po wiosennych roztopach.
CrossFit jest fizyczny i naturalistyczny. Się pierdzi, się poci, się beka a jak dasz siebie wszystko, to pod koniec treningu problemem jest nie tyle utrzymanie stylu, co zwieracza.
Jeśli myślisz, że pod koniec treningu będziesz wyglądać, jak postaci z reklamy – muszę cię zmartwić.

O ile jednak po treningu można wziąć prysznic i doprowadzić się do porządku, o tyle przepocone do ostatniego włókna ciuchy, wchodzą właśnie w fazę fermentacji. Są mokre, śmierdzące, zawinięte w reklamówkę i schowane w ciepłą torbę na najbliższych dziesięć godzin (chyba że trenujesz po pracy i skończywszy trening szorujesz prosto do domu). Jakbyś tych ciuchów nie prał, nie odgrzybiał, nie suszył i nie wietrzył, po jakimś czasie zaczynają zwyczajnie śmierdzieć – walić klasycznym menelem, ulicznym bejem.
Trzeba więc kupić nowe a krosfitowa stylówka do najtańszych nie należy…

2. Sportowy Klub BDSM

Jedyny krosfiter bez posiekanych przedramion to ten, który nie próbował skakać double unders. Wszyscy inni doskonale wiedzą, czym pachnie skakanka (szczególnie z metalową linką). Ślady na piszczelach, ślady na rękach – pół biedy, jeśli jest zimno i można to przykryć długim rękawem, ale latem, gdy człowiek chciałby odsłonić trochę ciała, trzeba przygotować się na dziwne spojrzenia koleżanek z pracy i zatroskane pytania szefostwa „czy w czymś ci można pomóc…”

Nie lepiej jest ze sztangą – poorane do krwi piszczele, poobijane obojczyki (żegnajcie bluzki z dekoltem!) a jak się człowiek chwilę zagapi to i w pysk dać sobie można. Obtłuczone kettlem nadgarstki, przypalone liną nogi, pozrywana skóra z dłoni… O ile panowie mogą się schować pod garniturem, lub koszulą z krawatem, o tyle panie, szczególnie latem, muszą się zdrowo nagimnastykować by nie wzbudzać niezdrowych sensacji.

3. Wieczny głód

Jeśli wydaje ci się, że CrossFit to dobry sposób aby schudnąć – to masz rację – WYDAJE CI SIĘ.

Ci wszyscy krosfitowi zawodnicy, których oglądasz po Internetach nie wyglądają tak dobrze dlatego, że trenują CrossFit, tylko dlatego, że trenują od lat i trzymają tzw. „czystą michę”, co jest milion razy trudniejsze od najtrudniejszego treningu.
A dlaczego?
Ano dlatego, że po dobrym krosfitowym treningu organizm dostaje p******ca i pożerasz wszystko, co cie w ręce wpadnie, ze szczególnym uwzględnieniem słodyczy.

Nie ma takiej opcji, by być na redukcji i trenować CrossFit. Niby ktoś tam próbował, ale z doświadczenia wiem, że tych, którym się udało jest nieporównywalnie mniej od tych, którym się nie udało. Zdecydowana większość z nas przegrywa z rozpędzonym metabolizmem i pożera ilości jedzenia, które normalnego Kowalskiego zaprowadziłyby do „kwadransowych grubasów”.

I wiesz co?
Zazwyczaj jesteśmy ciągle głodni…

4. Zakupowy koszmar

Jeśli ćwiczysz dostatecznie długo i nie migasz się od ćwiczeń na nogi (co w krosficie jest dość trudne) to w pewnym momencie staniesz przed znanym wszystkim kobietom dylematem pt „ja nie mam co na siebie włożyć” – bo nie znajdziesz w sklepie niczego, co będziesz w stanie w miarę komfortowo ubrać.

Nagle zrozumiesz, dlaczego wszyscy „pakerzy”, piątek świątek i niedziela, do sklepu, czy do kościoła – chodzą w dresach. Nie, nie dlatego, że tak lubią, tylko dlatego, że to jedyne ubranie, które na nich pasuje. Po prostu nie da się kupić normalnych ubrań na sportową, umięśnioną (acz nie „przepakowaną”) sylwetkę.

Możesz sobie pomyśleć „żrą koksy i rosną jak niedźwiedzie, to mają za swoje” – ale nic bardziej mylnego. Większość „normalnych” krosfiterów (tych bez ambicji zawodniczych) ma koszmarne problemy ze znalezieniem wygodnych dżinsów – tylko dlatego, że mają umięśnione uda albo szerokie łydki. Tymczasem wszystko w sklepach ma etykietę „skinny”, albo inny „fit” i generalnie produkowane jest z myślą o wyrośniętych chińczykach, albo wychudzonych nastolatkach.

Jeśli trafisz spodnie o odpowiedniej długości i rozmiarze w pasie (co samo w sobie bywa już nie lada wyzwaniem) może się okazać, że nogawka daje się naciągnąć do połowy uda a znam i takie przypadki, gdy nie dała się nawet naciągnąć na łydkę.
Albo, gdy dresy opinały jak legginsy…

Popularnym problem u pań (które również borykają się z kupnem dżinsów, ale, w odróżnieniu od panów, mogą wyjść do pracy w czymś elastycznym) jest próba zakupu koszuli. Opięty bicek, nie dopinająca się klatka piersiowa – jeśli twoja praca wymaga od ciebie w miarę reprezentacyjnego ubioru, poznasz to wszystko na własnej skórze i po trzykroć przeklniesz wszystkie marki odzieżowe – zarówno te ekskluzywne, jak i popularne sieciówki dla młodzieży.

Rzecz jasna, pozostaje jeszcze chodzenie w bojówkach oraz odzież szyta na miarę – ale umówmy się, że nie do każdej pracy można pójść w bojówkach a odzież na miarę jest, delikatnie mówiąc, droga.
Krótko mówiąc jesteś w odzieżowej dupie.

My, na krosficie, lubimy mieć przesrane

I tak wygląda codzienność krosfitera: z torby wali starym menelem, jesteś poobijany, głodny i nie masz co na siebie włożyć.

Trochę inaczej, niż na reklamie. Prawda?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A to już mój komentarz:

To ze spodniami to najszczersza prawda Dobre w pasie to opinają... dobre w udzie to w pasie worek...
Witaj, przygotowaliśmy kilka tematów które mogą Ciebie zainteresować:

Masz problem z przybraniem na wadze lub zgubieniem zbędnych kilogramów?

sylwia i emil Indywidualne plany dietetyczne i treningowe Sprawdź więcej
Wysłana -
Co do spodni zgadzam sie ;) znaleźć odpowiednia dlugość do szerokości to problem. Co roku muszę do krawcowej iść i skracać nogawki od kiedy produkują coraz więcej tych ciasnych jeansów.
Wysłana -
Fajny arcik
Wysłana -
na dupie widnieje plama potu rozmiaru jeziora Bajkał po wiosennych roztopach.

Mam to nawet po zwykłym treningu siłowym
Wysłana -
Artykuł niekompletny. Nic o goleniach pozdzieranych od wypadków podczas box jumpów.
Wysłana -
To mnie boli jak tylko o tym pomyślę
Wysłana -
MMA
Artykuł niekompletny. Nic o goleniach pozdzieranych od wypadków podczas box jumpów.


Oj tam oj tam Skacze box jumpy jak wariat a jeszcze nigdy nie zaorałem nogi
Wysłana -
Ja miałem raz taką akcję,że przejechałem goleniem po krawędzi skrzyni ale przez przypadek mnie koleżanka zahaczyła. Ból masakra i goił mi się goleń ze 4 tygodnie. Tak, że nie polecam
Wysłana -
fsl
MMA
Artykuł niekompletny. Nic o goleniach pozdzieranych od wypadków podczas box jumpów.
Oj tam oj tam Skacze box jumpy jak wariat a jeszcze nigdy nie zaorałem nogi
Ja na 6 miesięcy crossa już miałem 4 razy zaorałem golenie.
Wysłana -
Mokra dupa (w sumie wszystko mokre)- prawda, dlatego przeważnie ciuchy treningowe są czarne . Koszulki może nie wszystkie, ale spodenki obowiązkowo jak najciemniejsze.
Box jumpy- jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło.
Lina- pokutuję do dziś.
Piszczele- od sztangi mi się nie przecierają, bo staję przeważnie wąsko i "jadę" po gładkiej części.
DU tylko podczas nauki faktycznie ręce słabo wyglądały, ale jak się już potrafi to co najwyżej gdzieś o nogę się zahaczy.
Poobijane obojczyki od sztangi i tzw. zegarki od kettli to rezultat słabej techniki, więc porządny crossfitter nie powinien mieć z tym problemu .
Dodatkowo jeszcze częste siniaki w intymnych miejscach po snatchach i cleanach+ pod cycem po wyciskaniu na klatę na repy, jak na zmęczeniu już zaczyna się odbijanie od żeber.
A największa zmora, czyli dłonie to standard, chyba nie ma nikogo kto by tego uniknął, chyba że non stop nosi skórki gimnastyczne albo rękawiczki.


Zmieniony przez - 6ripley w dniu 2016-10-11 14:01:58
Wysłana -
Tak się wydaje ale jest tego trochę
Strona 1 z 2
Dodaj odpowiedź